sobota, 2 sierpnia 2014

WAŻNE INFORMACJE!

Hej kochani!
Chciałam Was poinformować, że jutro wjeżdżam na dwa tygodnie do Londynu i w tym czasie niestety nie będę w stanie nic tu dodać. Planowałam wrzucić jeszcze jeden rozdział przed moim wyjazdem, ale niestety nie zdążyłam go napisać. Przyznaję, nawaliłam. Miałam ograniczony czas wolny przez załatwianie spraw związanych z wyjazdem i inne podobne rzeczy, w dodatku nie umiem sobie zaplanować czasu i jestem strasznie roztrzepana.
Jeszcze raz bardzo Was przepraszam, że przed moim wyjazdem nic się nie pojawiło.
Wracam 16. dość późno, dlatego kolejnego rozdziału możecie spodziewać się najwcześniej 18.
Na koniec mogę Wam powiedzieć, że w kolejnych rozdziałach będzie się działo.
Kończę już ponieważ muszę wstać o 4:30 :(

Jeszcze raz bardzo przepraszam.
Papa ♥

P.S. Dziękuję za wszystkie cudowne komentarze pod poprzednim rozdziałem, jesteście wspaniali :)

niedziela, 27 lipca 2014

Rozdział 4

            Już od dłuższego czasu Harry i Louis wpatrywali się w siebie. Harry wstrzymał oddech i dopiero, kiedy jego organizm zaczął się domagać kolejnej dawki tlenu, przypomniał sobie o oddychaniu. Chłopcy byli jak zahipnotyzowani, jakby lokowaty był zahipnotyzowany oczami szatyna i na odwrót. Wydawało im się jakby ta chwila trwała wieki, a tak naprawdę nie minęło pięć minut. Pierwszy ocknął się Louis, który w innym wypadku byłby przestraszony i od razu zerwał się do biegu, ale obecność Harry'ego wyjątkowo go uspokajała, a w dodatku ból nie pozwoliłby mu uciec zbyt daleko.
- Gdzie jestem? - Zapytał Louis, przenosząc wzrok na swoją dłoń, którą trzymał drugi chłopak. Harry speszył się go tego stopnia, że niemal od razu zeskoczył z łóżka, prawie wyłamując sobie zęby, a na jego policzki wkradł się delikatny rumieniec.
- W mnie w domu… - mówił cicho. Bał się spojrzeć na szatyna, więc utkwił wzrok w swoich palcach, którymi zaczął się bawić. - Znalazłem cię na chodniku… Byłeś cały zakrwawiony… A ja…
- Dziękuję - powiedział Louis, widząc jak niezręcznie czuje się zielonooki. Zawsze był dobrym obserwatorem. Bez problemu odczytywał uczucia i emocje innych. Być może, dlatego, że nigdy nie miał żadnych znajomych, stał na uboczu. Nawet jego rodzice, zanim jeszcze się go wyrzekli, nie interesowali się nim. Jednak Louis uważał, że nie potrzebuje uwagi innych. Takie, a nie inne sytuacje w jego życiu sprawiły, że bardzo szybko dorósł. Nigdy nie doświadczył troski i pomocy ze strony drugiego człowieka, dlatego postawa Harry'ego budziła w nim ogromną wdzięczność i szacunek.
- Jak się czujesz? - spytał młodszy, podnosząc wzrok.
- Nie za bardzo, ale przeżyję. Bywało gorzej - uśmiechnął się. - Hej Harry, nie stresuj się, wszystko okej?
- Ta… Chcesz coś do jedzenia albo picia?
- Nie, dzięki. Jak już to wodę.
- Zrobię herbatę - powiedział Harry, po czym szybko wyszedł z pokoju i skierował się do kuchni.
Gdy drzwi zostały przymknięte, Louis przymknął powieki. Czuł się okropnie. Wydawało mu się, że ból nigdy nie ustąpi. Próbował sobie przypomnieć, co stało się zanim został pobity, ale w głowie miał pustkę.
- Jestem - ogłosił Harry, wchodząc do pokoju z dwoma kubkami herbaty i spodeczkiem z kolorowymi tabletkami. - Mój tata jest lekarzem i kiedy byłeś nieprzytomny to opatrzył ci rany i cię przebadał.
- Jeszcze raz dziękuję. Wiesz, że nie musisz tego dla mnie robić?
- Ale chcę, zależy mi - oznajmił, zanim zdążył ugryźć się w język. - Sorry, to głupie… Nie powinienem…
- Nie, dlaczego? To miłe - uśmiechnął się.
- W ogóle cię nie znam, ty mnie też - spuścił wzrok.
- Racja…
            Louis wziął go ręki kubek z gorącym napojem i napił się trochę. Nie pamiętał, kiedy ostatnio pił herbatę. Od dłuższego czasu żył na samej wodzie i odpowiadało mu to. Kątem oka spojrzał na leżące obok tabletki.
- Przeciwbólowe?
- Ale co? - spytał Harry, wyrywając się z zamyślenia.
- Te tabletki.
- Tak, tata mówił, że powinny trochę uśmierzyć ból, ale i tak musisz pojechać do szpitala, żeby zrobili ci prześwietlenie i takie tam…
- Rozumiem.
            Louis wziął do ręki tabletki i połknął je, popijając herbatą. Nie chciał iść do szpitala. Bał się, że tam zobaczą jego blizny i każą mu jeść, a on nie chciał jeść. Dobrze wiedział, że będzie musiał się z tego jakoś wykręcić, tylko jak?
- Harry?
- Tak? - Zielonooki spojrzał na szatyna.
- Opowiedz mi o sobie.
- A co chcesz wiedzieć?
- Nie wiem.
- Okej, jestem Harry, ale to już wiesz. Mam 17 lat. Nie mam rodzeństwa. Mój tata jest lekarzem, a mama prowadzi restaurację. Chodzę do szkoły niedaleko stąd. Lubię gotować. Nie wiem co chcę robić w przyszłości. Mam dziewczynę - Ellę…
- To ta blondynka, z którą spacerowałeś po mieście?
- Tak, ona jest…
- Kochasz ją? - Louis po raz kolejny przerwał młodszemu chłopakowi.
- Nie wiem… Nigdy się nad tym nie zastanawiałem, nie miałem potrzeby. Ona jest pomocna, troskliwa, ma poczucie humoru, czasem była wkurzająca. Ale czy ją kocham? Nie, nie wiem. Co prawda spotykam się z nią trzy lata, ale jak na razie nie mógłbym jej tego powiedzieć, bo przecież "kocham cię" nie mówi się byle komu. Te słowa wiele znaczą i powinny być skierowane do wyjątkowej osoby. Niestety ostatnio ludzie używają ich dość często i bez zastanowienia, dlatego tracą na wartości.
            Louis uważnie przysługiwał się słowom siedemnastolatka. Wiedział, że jest mądry i ma dobrze poukładane w głowie. Nie zachowywał się jak rozpuszczony bachor, jak większość nastoletnich jedynaków z bogatymi rodzicami.
            Rozmawiali, poruszając jeszcze przeróżne tematy. Harry na razie nie wypytywał Louisa o jego blizny, rodzinę i przeszłość, ponieważ wiedział, że nie będą to dla niego łatwe tematy, wolał poczekać aż poczuje się lepiej. Mogliby rozmawiać cały dzień, ale Harry niestety musiał iść do szkoły.
- Louis, ja wychodzę. Obiecaj mi, że nie zwiejesz do mojego powrotu.
- Nie masz się czym martwić. Do zobaczenia.
            Harry już miał wyjść z pokoju, ale w ostatniej chwili odwrócił się, podszedł do szatyna,  pocałował go w policzek i wybiegł z domu, zostawiając Louisa w nie małym osłupieniu.

Drogi pamiętniku!

To, co się wydarzyło było szalone. Kiedy się obudziłem, byłem w domu Harry'ego, a on sam leżał obok mnie trzymając moją dłoń. Okazało się, że zostałem nieźle pobity, jak na razie nie pamiętam przez kogo. Na początku rozmowa nie kleiła się zbytnio, ale później było coraz lepiej. Poczułem w Harrym bratnią duszę. Po raz pierwszy w życiu! Później niestety musiał iść do szkoły, ale zanim to zrobił, stało się coś jeszcze bardziej szalonego i coś, czego nigdy bym się po nim mnie spodziewał, zwłaszcza, że ma dziewczynę, on podszedł do mnie, pocałował mnie w policzek i wybiegł. Cały czas zastanawiam się czemu to zrobił. Mam nadzieję, że szybko poznam odpowiedz…

______________________________________________________________
Hej, hej! No i mamy kolejny rozdział. Mam nadzieję, że Wam się podoba. Wyszedł mi zupełnie inaczej niż planowałam, ale chyba może być. Jest mi trochę smutno, bo na chwilę obecną informuję 17 osób, a komentują 3. Oczywiście doceniam osoby, które piszą do mnie na tweeterze. Dziękuję wszystkim, którzy komentują, ponieważ to naprawdę wiele dla mnie znaczy. Lubię poznawać Wasze opinie na temat rozdziałów. Mam nadzieję, że tym razem również napiszecie mi co myślicie.
Do następnego xx

środa, 23 lipca 2014

Rozdział 3

            Usłyszawszy dzwonek do drzwi, Harry niechętnie podniósł się z krzesła i ruszył w kierunku drzwi. Wychodząc, jeszcze raz spojrzał na leżącego na łóżku chłopaka.
            Klatka piersiowa szatyna powoli podnosiła się i opadała. Niebieskie oczy, z których dało się wyczytać emocje, pozostawały zamknięte. Mały nos i wąskie usta idealnie pasowały do kości policzkowych.  Na czoło chłopaka opadała długa brązowa grzywka. Delikatny zarost dodawał całej twarzy uroku, któremu Harry nie mógł się oprzeć. Na pierwszy rzut oka było widać, że Louis ważył zdecydowanie za mało niż powinien. Zdradzały go wystające kości. W dodatku był nienaturalnie blady.
            Harry patrzył na niego jak zahipnotyzowany, dopóki dzwonek nie zadzwonił po raz kolejny. Z trudem udało mu się oderwać wzrok od szatyna. Wychodząc, zamknął za sobą drzwi do pokoju i pobiegł na dół, żeby zobaczyć kto tak bardzo pragnie go zobaczyć o godzinie siódmej wieczorem. Na ganku stała Ella z materiałową torbą w ręku.
- Hej - uśmiechnęła się. - Właśnie jadę na trening tenisa i pomyślałam, że po drodze podrzucę ci skserowane materiały, które dzisiaj przerabialiśmy po tym, gdy wyszedłeś. A tak właściwie to dlaczego wyszedłeś?
- Dzięki, jesteś wspaniała -wziął od dziewczyny torbę. - Byłem zmęczony i rozkojarzony.
- Rozumiem. Dobra muszę iść, bo się spóźnię. Pa.
- Pa - cmoknął blondynkę w usta, a ta pobiegła do czekającego na nią samochodu.
            Zanim Harry poszedł z powrotem na górę zrobił sobie herbatę. Z karteczki, którą zostawili mu rodzice wiedział, że tego dnia wrócą później, bo zostali zaproszeni na kolację do znajomych. Już jakiś czas temu wysłał im SMS-a z informacją o Lou, którego przedstawił jako "kolegę ze szkoły".
            Po uprzednim zostawieniu, a właściwie rzuceniu materiałów od Elli na łóżko, zielonooki ponownie wylądował na krześle obok szatyna. Wpatrywał się w niego, dokładnie skanując każdą najmniejszą część jego ciała, oczywiście na tyle, na ile pozwalała mu kołdra, którą kilka godzin wcześniej przykrył Louisa. Harry nie wiedząc, co nim kieruje, delikatnie przejechał palcami po policzku i dłoni grajka, którą chwilę później zamknął w swojej.

Drogi pamiętniku!
Nie wiem co się ze mną dzieje. Siedząc i patrząc na leżącego obok nie chłopaka, czuję coś… Sam nie wiem. Kiedy po przyniesieniu go do domu, próbowałem go opatrzyć… To, co zobaczyłem… Wystające kości, rany po samookaleczaniu… To wygląda strasznie. Nie wiem, czy to czysta troska o drugiego człowieka, czy coś innego, ale postanowiłem, że muszę mu pomóc… Widać, że potrzebuje pomocy… Sam na pewno sobie z tym wszystkim nie poradzi, a osobą, która mu pomoże i go uleczy będę ja… To muszę być ja…


            Louis powoli otworzył oczy. Zamrugał kilka razy, aby przyzwyczaić się do światła słonecznego, wpadającego przez okno. Próbował usiąść, ale ból w klatce piersiowej skutecznie mu przeszkodził. Rozejrzał się po pokoju na tyle, ile pozwalała mu jego pozycja. Białe ściany i jasnobrązowe meble nie były czymś niezwykłym. Chłopak próbował przypomnieć sobie wydarzenia z dnia poprzedniego, ale jego pamięć urywała się na wyjściu z domu. Nie wiedział, gdzie się znajduje i jak to się stało, że jest właśnie tu, a nie gdzieś indziej. Chciał podnieść rękę, żeby pozbyć się kosmyków włosów z czoła, ale coś ciężkiego mu to uniemożliwiło. Dopiero w tym momencie zauważył, że coś, a właściwie ktoś leży obok, ściskając jego dłoń. Od razu poznał te bujne, brązowe loki.
- Ha-Harry?
- Louis.
W tym momencie zielone tęczówki spotkały się z niebieskimi.

__________________________________________________________
Hej!
Przepraszam za tak długą nieobecność. Zawaliłam. Ten rozdział powinien być napisany już dawno, ale jestem strasznym leniem i jeśli ktoś nie kopnie mnie porządnie w dupę to nic nie zrobię. W dodatku wzięłam sobie w te wakacje na głowę kilka rzeczy i już nie mogę się z tego wykręcić. 
Mam nadzieję, że ten krótki rozdział w pewnym stopniu wynagrodzi Wam czekanie.
Napiszcie mi co myślicie :)
Do następnego xx

niedziela, 8 czerwca 2014

Rozdział 2

- Styles, w tej chwili do dyrektora!
            Harry wstał ze swojego miejsca i wyszedł z klasy, ignorując spojrzenia pozostałych uczniów, w tym Elli, która była bardzo zdziwiona dzisiejszym zachowaniem chłopaka.
            Zielonooki zawsze aktywnie brał udział w lekcjach i był świetnie do nich przygotowany, ale nie dzisiaj. Dzisiaj zachowywał się tak, jakby w ogóle nie wiedział co się dzieje. Siedział z głową w chmurach albo przysypiał, nie odrobił zadania domowego i przychodził na lekcje ze złymi podręcznikami. Nawet siedząc na przerwie ze znajomymi, którzy jak zwykle opowiadali o swoich planach, pomysłach i innych, wydawał się być w zupełnie innym świecie. Jedyną osobą, która znała powód dziwnego zachowania Stylesa był on sam.
            Żadne z jego znajomych nie pomyślałoby, że sprawcą nieobecnego mentalnie Harry'ego był rzekomy Louis - uliczny grajek. Osoba, która od wczoraj zaprzątała myśli zielonookiego. Rozmyślania Stylesa o chudym chłopaku w szarej bluzie skutecznie nie pozwoliły mu spać w nocy i skupić się na lekcjach w szkole. Za każdym razem, gdy Harry zamykał oczy, widział piękne niebieskie tęczówki. Owszem, udało mu się zasnąć nad ranem na jakąś godzinę i przez całą godzinę śnił o Louisie, dopóki nie zadzwonił jego budzik, oznajmiający, że czas do szkoły. W głowie bez przerwy grała mu piosenka praktycznie nieznajomego chłopaka.
            Styles doszedł do gabinetu dyrektora i witając się grzecznie z sekretarką, usiadł na krześle, czekając aż dyrektor poprosi go do siebie. Zwykle siedział tu w celu odebrania jakiejś nagrody albo pochwały, nigdy z powodu przewinienia. Można powiedzieć, że Harry był wzorowym uczniem, zawsze przygotowanym i chętnym do zdobywania nowej wiedzy.
- Harry Styles - zza drzwi wyłoniła się postać dyrektora. - Zapraszam do gabinetu.
Chłopak podniósł się z krzesła i wszedł do pomieszczenia, zamykając za sobą drzwi.


            Louis powoli otworzył oczy. Zamrugał kilkakrotnie, żeby przyzwyczaić się do światła, które wpadało przez okno. Przetarł dłońmi twarz i odrzucając koc, podniósł się z materaca.
            Pokój, w którym dane było spać Tomlinsonowi nie był specjalnie duży.  Ściany, niegdyś pokryte białą farbą, przybrały odcień szarości. Na podłodze znajdowała się szaro-czarna wykładzina, nieodkurzana od wieków. Pod oknem leżał stary materac, a obok niego stała mała szafeczka. Naprzeciwko materaca było rozwalające się biurko z ciemnego drewna. Chłopak nie spędzał dużo czasu w swoim pokoju. Specjalnie wychodził, żeby nie siedzieć w tym syfie.
            Louis wyszedł z pokoju, by po chwili znaleźć się w łazience. Wziął prysznic, szczęśliwy, że jeszcze nie odcięli w domu wody z powodu niezapłaconych rachunków.     Podczas mycia swojego wychudzonego ciała, w głowie analizował wydarzenia z dnia poprzedniego. Kimkolwiek był Harry, zajmował miejsce w myślach szatyna. Tomlinson głowił się, dlaczego młody - bo tak stwierdził po jego wyglądzie - chłopak przedstawił mu się w sklepie i tak bardzo chciał poznać jego imię. Nikt nigdy nie chciał poznać jego imienia. Tylko raz znalazła się taka osoba, ale odeszła równie szybko, jak się pojawiła.
             Szatyn wyszedł spod prysznica, wytarł się, wysuszył, ubrał i umył zęby. Wyszedł z łazienki, kierując się ku stromym schodom prowadzącym na dół. Kiedy znalazł się w salonie, spotkała go nie lada niespodzianka. Na kanapie leżał jakiś nagi facet około czterdziestki przykryty jedynie cienkim prześcieradłem. Zniesmaczony Louis szybkim krokiem poszedł do kuchni, gdzie zastał swoją osiemnastoletnią siostrę, ubraną jedynie w bieliznę.
- Co to za fagas leży na kanapie? - zapytał bez owijania w bawełnę. - Nie mów, że nadal zabawiasz się w dziwkę?
- To co robię to moja sprawa! Poza tym chyba muszę jakoś zarabiać na żarcie i ten pierdolony dom! - odpowiedziała wkurzona dziewczyna.
            Summer - bo tak nazywała się siostra Tomlinsona - miała ciemnobrązowe włosy i piwne oczy. Niegdyś była bardzo wesołą młodą osobą, ale od pewnego czasu zmieniła się diametralnie.
- A nie możesz zostać… No nie wiem, na przykład kelnerką albo iść pracować w fabryce, a nie będziesz świadczyć usługi jakimś zboczeńcom - rzucił chłopak, biorący łyka wody.
- Po pierwsze, tak dużo więcej zarobię, niż w jakiejś gównianej fabryce, a po drugie nie będę ci się tłumaczyć, bo jestem dorosła i robię co chcę - odpowiedziała wściekła.
- No rzeczywiście, ledwo ukończyłaś osiemnaście lat i uważasz, że pozjadałaś wszystkie rozumy.
- Wiesz co? Odpierdol się ode mnie! - krzyknęła. - Sam idź possać komuś kutasa pedale!
            W tym momencie Louis wyszedł z domu trzaskając drzwiami. Nie mógł uwierzyć w słowa swojej rodzonej siostry. Sam nie wiedział, kiedy stała się taka. Od dawna wiedziała, że jej brat interesuje się tą samą płcią, ale nigdy nie zachowywała się w tak okrutny sposób.

***

            Szatyn szedł chodnikiem z nisko spuszczoną głową. Jedyną osobą, o której teraz myślał był niejaki Harry. Co prawda w ogóle go nie znał, ale miał wrażenie, a nawet pragnął, by jeszcze kiedyś go spotkać. Z jednej strony bał się po raz kolejny spojrzeć w piękne zielone oczy, jednak z drugiej tylko o tym marzył. Obecność zielonookiego sprawiała, że Louis czuł coś, czego nie doświadczył przy nikim innym. Sam nigdy by się do tego nie przyznał, ale śnił o wysokim chłopcu z burzą brązowych loków. Chciał ich dotknąć, ale bał się, że po raz kolejny jego serce może zostać złamane. Jak na mężczyznę, szatyn był bardzo uczuciowy, co w wielu przypadkach nie działało na jego korzyść.
- Tomlinson! Co tak łazisz? Siorka cię z chałupy wywaliła?
Louis postanowił zignorować gadanie jednego z członków ulicznego gangu i szedł dalej. Miał nadzieję, że facet się odczepi, ale niestety tak się nie stało.
- Słyszysz w ogóle?! Nie uwierzysz jakiego zajebistego loda mi ostatnio zrobiła. Urodzona do bycia dziwką.
Słysząc to szatynowi puściły wszystkie hamulce. Rzucił się na łysego chłopaka w gresie i zaczął go okładać pięściami. Niestety, przez swoje wychudzone ciało nie udało mu się utrzymać długo przewagi. Łysy zadał mu kilka potężnych ciosów w twarz i brzuch.


            Harry kopnął kamień, który akurat znajdował się na chodniku. Chłopak był w drodze do domu, ponieważ dyrektor pozwolił mu iść do domu, stwierdzając, że dzisiejsze zachowanie siedemnastolatka to jednorazowa sprawa, i że musi być zmęczony. Styles wyszedł ze szkoły jeszcze zanim zaczęła się przerwa, aby uniknąć miliona pytań od Elli i znajomych. Jedyne czego teraz chciał, to posłuchać piosenki granej przez Louisa. Chciał go zobaczyć w tym momencie. Jego marzenie spełniło się, ponieważ chwilę później ujrzał grajka leżącego na ziemi  i całego zakrwawionego. Od razu puścił się biegiem w jego stronę.


            - Louis! Wszystko w porządku? - niebieskooki otworzył oczy. Kucał przy nim Harry, bacznie mu się przyglądając. - Jak się czujesz? Potrzebujesz pomocy? Dzwonię po karetkę.
Dziewiętnastolatek patrzył na zielonookiego jak otumaniony. Nie wiedział, co się dzieje. Dopiero po chwili dotarły do niego słowa wypowiedziane przez młodszego.
- Nie! Żadnej karetki. Poradzę sobie - powiedział szybko.
- To chociaż zabiorę cię do siebie i opatrzę rany - zaproponował Styles.
- Nie ma potrzeby - rzucił szatyn.
Tomlinson szybko podniósł się z chęcią ucieczki, jednak wykonał to zbyt gwałtownie. Nie udało mu się zrobić nawet jednego kroku, zanim bezwładnie upadł na ziemię.

Drogi Pamiętniku!

Dzisiaj cały dzień myślałem o Louisie. Ten mężczyzna zaprzątnął moją głowę do tego stopnia, że zostałem posłany do dyrektora na dywanik. Na szczęście dyrektor stwierdził, że to musi być zmęczenie i pozwolił mi iść wcześniej do domu. Po drodze spotkałem całego zakrwawionego Lou. Wyglądał fatalnie. Chciałem wezwać dla niego karetkę, ale nie chciał tego. Później podniósł się, jakby chciał uciec i zemdlał. Nie mogłem go tam zostawić…

------------------------------------------------------------------------------
Witam Was po mojej bardzo długiej nieobecności, za którą bardzo przepraszam. Na początku testy semestralne, potem jeszcze jakieś klasówki, zielona szkoła, a w dodatku ja jestem beznadziejna w rozplanowywaniu sobie czasu i jakoś tak wyszło. Mam nadzieję, że ten rozdział Wam to zrekompensuje, i że nie jesteście zawiedzeni. 
Jak się podoba dwójeczka? Napiszcie w komentarzach co sądzicie :)
To ja już spadam, bo jest dość późno, a ja mam jeszcze mnóstwo do zrobienia.
Dziękuję, za wszystkie komentarze pod poprzednim rozdziałem, jesteście kochani <3
Do następnego :)

czwartek, 15 maja 2014

Rozdział 1

Harry jeszcze raz spojrzał w lustro, w celu ocenienia swojego wyglądu. Miał na sobie wąskie, czarne jeansy, białą koszulę oraz ciemnoczerwony krawat. Swoje brązowe, kręcone włosy postawił na żelu, aby niesforne kosmyki nie wpadały mu do oczu.
            To właśnie dzisiaj chłopak i jego dziewczyna obchodzą swoją trzecią rocznicę. Mimo, że zaczęli spotykać się ze sobą mając zaledwie po 14 lat i niewiele osób dawało przyszłość ich związkowi, oni wciąż byli razem, pokazując swoją dużą, jak na ich wiek, dojrzałość.
            - Harry, Ella już przyszła! - krzyknęła z dołu matka chłopaka.
            Harry poprawił jeszcze raz krawat, chwycił swój telefon i zbiegł po schodach.
            Zielonooki mieszkał w dużym domu z ogrodem. W życiu nigdy niczego mu nie brakowało. Pochodził ze wspaniałej, kochającej, bogatej rodziny, miał dziewczynę, znajomych, dobrze się uczył, właściwie to miał wszystko czego tylko zapragnął. A mimo tego, że był jedynakiem, wyrósł na naprawdę rozważną i inteligentną osobę. Oczywiście, jak każdy nastolatek, chodził na imprezy, gdzie stykał się z alkoholem, papierosami i narkotykami, ale nawet jeśli spróbował jednej z tych używek, to nigdy nie przedobrzył.
            - Ella! - Harry zamknął swoją dziewczynę w silnym uścisku.
            Niebieskooka blondynka ubrana była w obcisłą, ciemnoczerwoną sukienkę bez ramiączek, która sięgała jej przed kolana. Czarne obcasy dodawały jej około 10 centymetrów wzrostu, co sprawiało, że była prawie równa z chłopakiem. Cały zestaw dopełniał czarny szal oraz skórzana kopertówka w tym samym kolorze.
            - Ślicznie wyglądasz - skomplemetował Ellę Harry.
            Dziewczyna także pochodziła z zamożnej rodziny, była bardzo kulturalna i dobrze wychowana. Uwielbiała wszystkim pomagać. Jej wesoła natura i skromność sprawiły, że rodzice Harry'ego, a zwłaszcza jego matka, wprost ją uwielbiali. Rodzice pary wierzyli, że kiedy tylko młodzi skończą szkołę i pójdą na studia zaręczą się, a później stworzą idealną rodzinę, bo warto dodać, że rodzice Elli darzyli jej wybranka niewyobrażalną sympatią.
            - Gdzie mnie dzisiaj zabierasz? - zapytała blondynka.
            Pomachali na pożegnanie rodzicom Harry'ego i wyszli z domu. Wcześniej chłopak nalegał, że przyjedzie po dziewczynę, ale ta uparła się, że sama do niego przyjdzie, skoro zielonooki nigdy nie pozwolił jej za siebie zapłacić, kiedy wychodzili gdzieś razem.
            - Niespodzianka - odparł lokowaty, otwierając drzwi od strony pasażera. Gdy Ella zajęła miejsce pasażera, Harry obszedł samochód i zasiadł za kierownicą. Odpalił silnik i ruszyli w drogę, słuchając swoich ulubionych piosenek.


            Louis podążał ulicami Londynu ze spuszczoną głową, nie chcąc zwracać na siebie uwagi innych ludzi. Na głowę założył kaptur swojej zniszczonej, szarej bluzy. Jego granatowe rurki wisiały na nim jak na wieszaku. Kiedyś były w sam raz, a teraz są dużo za luźne. Swoimi dziurawymi trampkami szurał tak, że wydawało się, że zaraz zedrze się także podeszwa. Niestety nie było go stać na nic lepszego. Nie miał pieniędzy na kupno ubrań i jedzenia. Akurat to drugie od dawna uważał za niepotrzebne. Ciężko powiedzieć, kiedy ostatnio Tomlinson miał coś w ustach, ale mu to nie przeszkadzało. Nawet, gdy jego żołądek wyraźnie dawał mu do zrozumienia, że potrzebuje jakiegoś pokarmu, Louis ignorował to. Chłopak zwyczajnie nie chciał jeść. Jednak czasem zdarzały mu się napady obżarstwa, ale po nich czuł się ze sobą i ze świadomością tego, ile zjadł - a porcje nie były specjalnie duże - tak okropnie, że prowokował wymioty.
            Louis podrapał się po licznych bliznach na nadgarstku i poprawił futerał z gitarą, który niósł na plecach. Od kilkunastu miesięcy chłopak zarabiał na swoje drobne wydatki ulicznym muzykowaniem. Niewielka suma zarobionych pieniędzy pozwalała mu na zakup butelki wody albo koca, aby przykryć się w nocy. Gitara była jedyną wartościową dla Tomlinsona rzeczą. Strzegł jej jak skarbu i nigdy nikomu nie pozwolił jej dotknąć. Instrument jako jedyny przypominał mu o tych dobrych czasach.
            Po znalezieniu się na miejscu, w którym zwykł był umilać przechodniom czas swoimi kompozycjami, wyjął gitarę z futerału, który rozłożył przed sobą i usiadł. W duchu podziękował Bogu za ładną pogodę dzisiejszego wieczoru, dzięki czemu nie musiał marznąć.  Ułożył palce na strunach i zaczął wygrywać swoją ulubioną melodię.
            Granie na instrumentach i śpiewanie były jedynymi rzeczami, które pozwalały Louisowi zapomnieć o wszystkim, co dzieje się w teraźniejszości. Przenosił się wtedy do swojego własnego świata, w którym jego życie wyglądało tak, jak zawsze chciał, żeby wyglądało: rodzina, przyjaciele, szczęście, beztroskość i miłość. Miłość, której Tomlinson zaznał tylko raz w życiu, i która niestety nie skończyła się dobrze.


            Harry i Ella wyszli właśnie ze swojej ulubionej włoskiej restauracji. Po napełnieniu swoich żołądków, postanowili wybrać się na spacer ulicami Londynu. Miasto wieczorną porą było niezwykle urokliwe, a uliczni grajkowie dbali o odpowiednią atmosferę. Styles trzymał swoją dziewczynę za rękę, gdy razem przechodzili uliczkami. Obydwoje wprost uwielbiali ten magiczny klimat.

Shut the door
Turn the light of

- Słyszysz to? - zapytał Harry, przerywając ciszę, jaka miedzy nimi panowała.
Z oddali dało się słyszeć brzdęk gitary i męski głos.

I wanna be with you
I wanna feel your love
I wanna lay beside you
I can not hide this even though I try

Nie czekając na odpowiedź dziewczyny, Styles pociągnął ją w stronę nieznanego, ale niesamowitego głosu, który strasznie go zafascynował.

Heart beats harder
Time escapes me

Harry nie wiedział, co nim kierowało, gdy szedł za głosem, który wydał mu się wręcz anielski. Miał ochotę tylko zobaczyć osobę śpiewającą tę piosenkę. Sam do końca nie wiedział dlaczego. Być może z czystej ciekawości.

Trembling hands touch skin
It makes this harder

Z każdym krokiem słyszał coraz wyraźniej. Ella była zdezorientowana zachowaniem swojego chłopaka i zupełnie nie wiedziała, dlaczego idzie za melodią. Owszem, według blondynki piosenka była ładna, ale nie czuła potrzeby zobaczenia, kto ją wykonuje.

And the tears stream down my face

Chłopak szedł jak zahipnotyzowany, dopóki nie ujrzał jego.
Drobny, jak na oko Harry'ego chłopak siedział na chodniku z gitarą. Miał na sobie szarą bluzę z kapturem, który założył na głowę. Lokowaty nie był w stanie zobaczyć jego twarzy przez mrok, który zdążył już zapanować. Stał i słuchał piosenki, trzymając swoją dziewczynę za rękę.

If we could only have this life for one more day
If we could only turn back time

Nagle chłopak w kapturze podniósł głowę, dzięki czemu Harry mógł zobaczyć jego twarz: zarost, delikatny nos i małe niebieskie oczy, w których niestety nie było widać żadnej radości. Kiedy spojrzenia Stylesa i nieznajomego skrzyżowały się, lokowaty przygryzł wargę. Zupełnie zapomniał, że ma swoją dziewczynę u boku. Przez chwilę patrzyli się na siebie jak zahipnotyzowani.
- Proszę, graj dalej - poprosił Harry, cały czas patrząc na chłopaka w bluzie.
Nieznajomy ponownie spuścił wzrok i kontynuował granie.

You know I'll be
Your life, your voice your reason to be
My love, my heart
Is breathing for this
Moment in time
I'll find the words to say
Before you leave me today

Close the door
Throw the key
Don't wanna be reminded
Don't wanna be seen
Don't wanna be without you
My judgement is clouded
Like tonight's sky

Hands are silent
Voice is numb
Try to scream out my lungs
But it makes this harder
And the tears stream down my face

If we could only have this life for one more day
If we could only turn back time

You know I'll be
Your life, your voice your reason to be
My love, my heart
Is breathing for this
Moment in time
I'll find the words to say
Before you leave me today

Flashes left in my mind
Going back to the time
Playing games in the street
Kicking balls with my feet
Dancing on with my toes
Standing close to the edge
There's a pile of my clothes
At the end of your bed
As I feel myself fall
Make a joke of it all

You know I'll be
Your life, your voice your reason to be
My love, my heart
Is breathing for this
Moment in time
I'll find the words to say
Before you leave me today

- To było piękne - powiedział zielonooki, gdy nieznajomy skończył. Chciał mu zadać milion pytań, ale jego dziewczyna trochę zepsuła mu plany.
- Harry, zimno mi. Możemy iść? - zapytała Ella.
Niezadowolony chłopak wrzucił tylko do futerału, który leżał przed chłopakiem w bluzie 20 funtów i odszedł w nadziei, że szybko odwiezie blondynkę i wróci porozmawiać z nieznajomym, który intrygował go. Harry nigdy nie spotkał się z podobną osobą. Zwykle uliczni grajkowie byli bardzo weseli. Cały czas się uśmiechali i grali skoczne, łatwo wpadające w ucho melodie. Chłopak, a właściwie mężczyzna, którego spotkał loczek był przeciwieństwem tego co znał i może to sprawiło, że siedemnastolatek zwrócił na niego uwagę.
            Harry z prędkością światła odwiózł Ellę do domu, nie dając jej nawet buziaka na pożegnanie i wrócił na miejsce, w którym poznał tajemniczego mężczyznę, ale niestety już go tam nie zastał. Wkurzony zajechał do sklepu, bo w międzyczasie jego mama zadzwoniła z prośbą, by zrobił drobne zakupy.
             Przechodził między alejkami, pchając koszyk w poszukiwaniu potrzebnych produktów. Nie mógł pozbyć się myśli o nieznajomym, który siedział mu w głowie od momentu, gdy złapał z nim kontakt wzrokowy. Umysł Stylesa cały czas odtwarzał chwilę, gdy patrzyli na siebie. Nawet, gdyby Harry nie wiadomo jak się starał, by wyrzucić nieznajomego z głowy i tak nie dałby rady.
            Zielonooki zatrzymał się przy stoisku z wodą, bo tylko ona została na liście zakupów, przysłanej SMS-em przez jego mamę. Włożył dwa sześciopaki napoju do koszyka i już miał iść do kasy, gdy ujrzał chłopaka w szarej bluzie, który trzymał w dłoni półtoralitrową butelkę przezroczystego płynu. Z pewnej odległości Harry dostrzegł jak bardzo chudy był nieznajomy. Bez dłuższego zastanowienia podszedł do niego.
- Cześć. Nie wiem czy mnie pamiętasz, ale stałem przy tobie z taką blondynką, kiedy grałeś i śpiewałeś…
Harry czuł się dość niezręcznie, ale coś wewnątrz kazało mu podejść i porozmawiać.
- Tak, pamiętam was - odrzekł spokojnie, robiąc wszystko, żeby tylko nie patrzeć loczkowi w oczy.
- A czy tamta piosenka… Czy ty ją napisałeś?
- Tak. Słuchaj, ja muszę iść. - Odwrócił się i już miał odejść, gdy Harry złapał do za ramię, na co ten aż się wzdrygnął.
- Powiedz mi tylko jak się nazywasz. Ja jestem Harry.
- Louis - odpowiedział i odszedł szybkim krokiem.
- Louis - Styles powtórzył sobie pod nosem i ruszył w kierunku kas, mając nadzieję, że niedługo spotka chłopaka, którego imię przed chwilą poznał.

Drogi Pamiętniku!

Nie uwierzysz w to, co się dzisiaj wydarzyło. Jak zawsze poszedłem wieczorem w swoje stałe miejsce i zacząłem grać "Moments". Tak, piosenkę, którą napisałem dla Nialla. Sam nie wiem dlaczego to zrobiłem. Jakoś nigdy nie mogłem się zebrać na to, żeby to zagrać, ponieważ budziło to we mnie zbyt wiele wspomnień, ale dzisiaj mi się udało. Kiedy grałem podszedł do mnie pewien chłopak z dziewczyną. Miał kręcone, brązowe włosy, był wysoki i szczupły. Na dziewczynę, która z nim była nie szczególnie zwróciłem uwagę. Wiem tylko, żeby była blondynką, ale nie o tym… Kiedy moje oczy spotkały się z oczami tamtego chłopaka poczułem coś, czego nie czułem nawet przy Niallu. Nie jestem w stanie tego opisać. Później spotkałem tego samego chłopaka w sklepie. Pytał się, czy sam napisałem "Moments" i jak się nazywam. Odpowiedziałem mu i udało mi się poznać jego imię - Harry…

____________________________________________________________
Hej kochani! W końcu udało mi się skończyć pierwszy rozdział. Mam wrażenie, że go zjebałam, mniej-więcej od momentu wyjścia Harry'ego i Elli i restauracji.
Czekam na wasze opinie o moich wypocinach w komentarzach.
Mam nadzieję, że choć trochę Wam się podobało i będziecie tu jeszcze wpadać.
A teraz spadam, bo mam jutro klasówkę z biologii, a moja nauczycielka układa strasznie trudne pytania, a ja nic nie umiem.
Po następnego!
*przepraszam za błędy, które przypadkiem mogły się wkraść

środa, 30 kwietnia 2014

Prolog

Szczęście...

Które może tak naprawdę nie jest szczęściem?

Uśmiech...

Który może być tylko sztucznym uśmiechem...

Śmiech...

Który pojawia się rzadko i zaraz znika...

Radość...

Chwilowa, udawana...

Przyjaciele...

Którzy tak naprawdę nie są przyjaciółmi...

Głos...

Który jest cichy i drży za każdym razem, gdy opuści gardło...

Dłonie...

Wymęczone codzienną pracą...

Twarz...

Wyćwiczona, by idealnie maskować prawdziwe uczucia...

Życie...

Pełna męczarni podróż, w której tylko najsilniejsi są w stanie dojść do celu... Odnieść sukces... I być szczęśliwym...

_____________________________________________________________

Hej! No i mamy prolog. Co myślicie? Mam nadzieję, że nie jesteście zawiedzeni.

Zapraszam do zaglądania do zakładki "Bohaterowie", gdzie stopniowo będą pojawiać się wszystkie główne i drugoplanowe postacie oraz do zakładki "Informowani", gdzie możecie zostawić swój username, a wtedy ja będę Was informować o nowych rozdziałach na tt.

Byłoby mi bardzo miło, gdybyście zechcieli zostawić komentarz z opinią :)

Do zobaczenia xx

Wstęp

Witajcie kochani! Na początek kilka informacji:

Tytuł: Only You Can Heal Me (Tylko ty możesz mnie uzdrowić)

Miejsce akcji: Londyn

Paring: Larry Stylinson

Ostrzeżenie: opowiadanie zawiera wulgaryzmy, treści homoseksualne, zaburzenia odżywiania, problemy psychiczne, samookaleczanie, depresja

AU: One Direction nie istnieje

Nie będę Wam przybliżać fabuły, ponieważ wszystkiego dowiecie się w trakcie czytania.
Jest to moje pierwsze fanfiction z Larry'm, ale mam nadzieję, że będzie udane i przypadnie Wam do gustu.
Jak często będą pojawiać się rozdziały? Szczerze to nie wiem, będą chętni do czytania to będą i rozdziały.
Dobra, mam nadzieję, że o niczym nie zapomniałam. Gdybyście mieli jakieś pytania to zapraszam na mojego twittera (@Olga_Off).

xx