niedziela, 8 czerwca 2014

Rozdział 2

- Styles, w tej chwili do dyrektora!
            Harry wstał ze swojego miejsca i wyszedł z klasy, ignorując spojrzenia pozostałych uczniów, w tym Elli, która była bardzo zdziwiona dzisiejszym zachowaniem chłopaka.
            Zielonooki zawsze aktywnie brał udział w lekcjach i był świetnie do nich przygotowany, ale nie dzisiaj. Dzisiaj zachowywał się tak, jakby w ogóle nie wiedział co się dzieje. Siedział z głową w chmurach albo przysypiał, nie odrobił zadania domowego i przychodził na lekcje ze złymi podręcznikami. Nawet siedząc na przerwie ze znajomymi, którzy jak zwykle opowiadali o swoich planach, pomysłach i innych, wydawał się być w zupełnie innym świecie. Jedyną osobą, która znała powód dziwnego zachowania Stylesa był on sam.
            Żadne z jego znajomych nie pomyślałoby, że sprawcą nieobecnego mentalnie Harry'ego był rzekomy Louis - uliczny grajek. Osoba, która od wczoraj zaprzątała myśli zielonookiego. Rozmyślania Stylesa o chudym chłopaku w szarej bluzie skutecznie nie pozwoliły mu spać w nocy i skupić się na lekcjach w szkole. Za każdym razem, gdy Harry zamykał oczy, widział piękne niebieskie tęczówki. Owszem, udało mu się zasnąć nad ranem na jakąś godzinę i przez całą godzinę śnił o Louisie, dopóki nie zadzwonił jego budzik, oznajmiający, że czas do szkoły. W głowie bez przerwy grała mu piosenka praktycznie nieznajomego chłopaka.
            Styles doszedł do gabinetu dyrektora i witając się grzecznie z sekretarką, usiadł na krześle, czekając aż dyrektor poprosi go do siebie. Zwykle siedział tu w celu odebrania jakiejś nagrody albo pochwały, nigdy z powodu przewinienia. Można powiedzieć, że Harry był wzorowym uczniem, zawsze przygotowanym i chętnym do zdobywania nowej wiedzy.
- Harry Styles - zza drzwi wyłoniła się postać dyrektora. - Zapraszam do gabinetu.
Chłopak podniósł się z krzesła i wszedł do pomieszczenia, zamykając za sobą drzwi.


            Louis powoli otworzył oczy. Zamrugał kilkakrotnie, żeby przyzwyczaić się do światła, które wpadało przez okno. Przetarł dłońmi twarz i odrzucając koc, podniósł się z materaca.
            Pokój, w którym dane było spać Tomlinsonowi nie był specjalnie duży.  Ściany, niegdyś pokryte białą farbą, przybrały odcień szarości. Na podłodze znajdowała się szaro-czarna wykładzina, nieodkurzana od wieków. Pod oknem leżał stary materac, a obok niego stała mała szafeczka. Naprzeciwko materaca było rozwalające się biurko z ciemnego drewna. Chłopak nie spędzał dużo czasu w swoim pokoju. Specjalnie wychodził, żeby nie siedzieć w tym syfie.
            Louis wyszedł z pokoju, by po chwili znaleźć się w łazience. Wziął prysznic, szczęśliwy, że jeszcze nie odcięli w domu wody z powodu niezapłaconych rachunków.     Podczas mycia swojego wychudzonego ciała, w głowie analizował wydarzenia z dnia poprzedniego. Kimkolwiek był Harry, zajmował miejsce w myślach szatyna. Tomlinson głowił się, dlaczego młody - bo tak stwierdził po jego wyglądzie - chłopak przedstawił mu się w sklepie i tak bardzo chciał poznać jego imię. Nikt nigdy nie chciał poznać jego imienia. Tylko raz znalazła się taka osoba, ale odeszła równie szybko, jak się pojawiła.
             Szatyn wyszedł spod prysznica, wytarł się, wysuszył, ubrał i umył zęby. Wyszedł z łazienki, kierując się ku stromym schodom prowadzącym na dół. Kiedy znalazł się w salonie, spotkała go nie lada niespodzianka. Na kanapie leżał jakiś nagi facet około czterdziestki przykryty jedynie cienkim prześcieradłem. Zniesmaczony Louis szybkim krokiem poszedł do kuchni, gdzie zastał swoją osiemnastoletnią siostrę, ubraną jedynie w bieliznę.
- Co to za fagas leży na kanapie? - zapytał bez owijania w bawełnę. - Nie mów, że nadal zabawiasz się w dziwkę?
- To co robię to moja sprawa! Poza tym chyba muszę jakoś zarabiać na żarcie i ten pierdolony dom! - odpowiedziała wkurzona dziewczyna.
            Summer - bo tak nazywała się siostra Tomlinsona - miała ciemnobrązowe włosy i piwne oczy. Niegdyś była bardzo wesołą młodą osobą, ale od pewnego czasu zmieniła się diametralnie.
- A nie możesz zostać… No nie wiem, na przykład kelnerką albo iść pracować w fabryce, a nie będziesz świadczyć usługi jakimś zboczeńcom - rzucił chłopak, biorący łyka wody.
- Po pierwsze, tak dużo więcej zarobię, niż w jakiejś gównianej fabryce, a po drugie nie będę ci się tłumaczyć, bo jestem dorosła i robię co chcę - odpowiedziała wściekła.
- No rzeczywiście, ledwo ukończyłaś osiemnaście lat i uważasz, że pozjadałaś wszystkie rozumy.
- Wiesz co? Odpierdol się ode mnie! - krzyknęła. - Sam idź possać komuś kutasa pedale!
            W tym momencie Louis wyszedł z domu trzaskając drzwiami. Nie mógł uwierzyć w słowa swojej rodzonej siostry. Sam nie wiedział, kiedy stała się taka. Od dawna wiedziała, że jej brat interesuje się tą samą płcią, ale nigdy nie zachowywała się w tak okrutny sposób.

***

            Szatyn szedł chodnikiem z nisko spuszczoną głową. Jedyną osobą, o której teraz myślał był niejaki Harry. Co prawda w ogóle go nie znał, ale miał wrażenie, a nawet pragnął, by jeszcze kiedyś go spotkać. Z jednej strony bał się po raz kolejny spojrzeć w piękne zielone oczy, jednak z drugiej tylko o tym marzył. Obecność zielonookiego sprawiała, że Louis czuł coś, czego nie doświadczył przy nikim innym. Sam nigdy by się do tego nie przyznał, ale śnił o wysokim chłopcu z burzą brązowych loków. Chciał ich dotknąć, ale bał się, że po raz kolejny jego serce może zostać złamane. Jak na mężczyznę, szatyn był bardzo uczuciowy, co w wielu przypadkach nie działało na jego korzyść.
- Tomlinson! Co tak łazisz? Siorka cię z chałupy wywaliła?
Louis postanowił zignorować gadanie jednego z członków ulicznego gangu i szedł dalej. Miał nadzieję, że facet się odczepi, ale niestety tak się nie stało.
- Słyszysz w ogóle?! Nie uwierzysz jakiego zajebistego loda mi ostatnio zrobiła. Urodzona do bycia dziwką.
Słysząc to szatynowi puściły wszystkie hamulce. Rzucił się na łysego chłopaka w gresie i zaczął go okładać pięściami. Niestety, przez swoje wychudzone ciało nie udało mu się utrzymać długo przewagi. Łysy zadał mu kilka potężnych ciosów w twarz i brzuch.


            Harry kopnął kamień, który akurat znajdował się na chodniku. Chłopak był w drodze do domu, ponieważ dyrektor pozwolił mu iść do domu, stwierdzając, że dzisiejsze zachowanie siedemnastolatka to jednorazowa sprawa, i że musi być zmęczony. Styles wyszedł ze szkoły jeszcze zanim zaczęła się przerwa, aby uniknąć miliona pytań od Elli i znajomych. Jedyne czego teraz chciał, to posłuchać piosenki granej przez Louisa. Chciał go zobaczyć w tym momencie. Jego marzenie spełniło się, ponieważ chwilę później ujrzał grajka leżącego na ziemi  i całego zakrwawionego. Od razu puścił się biegiem w jego stronę.


            - Louis! Wszystko w porządku? - niebieskooki otworzył oczy. Kucał przy nim Harry, bacznie mu się przyglądając. - Jak się czujesz? Potrzebujesz pomocy? Dzwonię po karetkę.
Dziewiętnastolatek patrzył na zielonookiego jak otumaniony. Nie wiedział, co się dzieje. Dopiero po chwili dotarły do niego słowa wypowiedziane przez młodszego.
- Nie! Żadnej karetki. Poradzę sobie - powiedział szybko.
- To chociaż zabiorę cię do siebie i opatrzę rany - zaproponował Styles.
- Nie ma potrzeby - rzucił szatyn.
Tomlinson szybko podniósł się z chęcią ucieczki, jednak wykonał to zbyt gwałtownie. Nie udało mu się zrobić nawet jednego kroku, zanim bezwładnie upadł na ziemię.

Drogi Pamiętniku!

Dzisiaj cały dzień myślałem o Louisie. Ten mężczyzna zaprzątnął moją głowę do tego stopnia, że zostałem posłany do dyrektora na dywanik. Na szczęście dyrektor stwierdził, że to musi być zmęczenie i pozwolił mi iść wcześniej do domu. Po drodze spotkałem całego zakrwawionego Lou. Wyglądał fatalnie. Chciałem wezwać dla niego karetkę, ale nie chciał tego. Później podniósł się, jakby chciał uciec i zemdlał. Nie mogłem go tam zostawić…

------------------------------------------------------------------------------
Witam Was po mojej bardzo długiej nieobecności, za którą bardzo przepraszam. Na początku testy semestralne, potem jeszcze jakieś klasówki, zielona szkoła, a w dodatku ja jestem beznadziejna w rozplanowywaniu sobie czasu i jakoś tak wyszło. Mam nadzieję, że ten rozdział Wam to zrekompensuje, i że nie jesteście zawiedzeni. 
Jak się podoba dwójeczka? Napiszcie w komentarzach co sądzicie :)
To ja już spadam, bo jest dość późno, a ja mam jeszcze mnóstwo do zrobienia.
Dziękuję, za wszystkie komentarze pod poprzednim rozdziałem, jesteście kochani <3
Do następnego :)