Już
od dłuższego czasu Harry i Louis wpatrywali się w siebie. Harry wstrzymał
oddech i dopiero, kiedy jego organizm zaczął się domagać kolejnej dawki tlenu,
przypomniał sobie o oddychaniu. Chłopcy byli jak zahipnotyzowani, jakby
lokowaty był zahipnotyzowany oczami szatyna i na odwrót. Wydawało im się jakby
ta chwila trwała wieki, a tak naprawdę nie minęło pięć minut. Pierwszy ocknął
się Louis, który w innym wypadku byłby przestraszony i od razu zerwał się do
biegu, ale obecność Harry'ego wyjątkowo go uspokajała, a w dodatku ból nie
pozwoliłby mu uciec zbyt daleko.
- Gdzie jestem? - Zapytał Louis, przenosząc wzrok na swoją dłoń, którą trzymał
drugi chłopak. Harry speszył się go tego stopnia, że niemal od razu zeskoczył z
łóżka, prawie wyłamując sobie zęby, a na jego policzki wkradł się delikatny
rumieniec.
- W mnie w domu… - mówił cicho. Bał się spojrzeć na szatyna, więc utkwił wzrok w swoich palcach, którymi zaczął się bawić. - Znalazłem cię na chodniku… Byłeś cały zakrwawiony… A ja…
- Dziękuję - powiedział Louis, widząc jak niezręcznie czuje się zielonooki. Zawsze był dobrym obserwatorem. Bez problemu odczytywał uczucia i emocje innych. Być może, dlatego, że nigdy nie miał żadnych znajomych, stał na uboczu. Nawet jego rodzice, zanim jeszcze się go wyrzekli, nie interesowali się nim. Jednak Louis uważał, że nie potrzebuje uwagi innych. Takie, a nie inne sytuacje w jego życiu sprawiły, że bardzo szybko dorósł. Nigdy nie doświadczył troski i pomocy ze strony drugiego człowieka, dlatego postawa Harry'ego budziła w nim ogromną wdzięczność i szacunek.
- Jak się czujesz? - spytał młodszy, podnosząc wzrok.
- Nie za bardzo, ale przeżyję. Bywało gorzej - uśmiechnął się. - Hej Harry, nie stresuj się, wszystko okej?
- Ta… Chcesz coś do jedzenia albo picia?
- Nie, dzięki. Jak już to wodę.
- Zrobię herbatę - powiedział Harry, po czym szybko wyszedł z pokoju i skierował się do kuchni.
Gdy drzwi zostały przymknięte, Louis przymknął powieki. Czuł się okropnie. Wydawało mu się, że ból nigdy nie ustąpi. Próbował sobie przypomnieć, co stało się zanim został pobity, ale w głowie miał pustkę.
- Jestem - ogłosił Harry, wchodząc do pokoju z dwoma kubkami herbaty i spodeczkiem z kolorowymi tabletkami. - Mój tata jest lekarzem i kiedy byłeś nieprzytomny to opatrzył ci rany i cię przebadał.
- Jeszcze raz dziękuję. Wiesz, że nie musisz tego dla mnie robić?
- Ale chcę, zależy mi - oznajmił, zanim zdążył ugryźć się w język. - Sorry, to głupie… Nie powinienem…
- Nie, dlaczego? To miłe - uśmiechnął się.
- W ogóle cię nie znam, ty mnie też - spuścił wzrok.
- Racja…
Louis wziął go ręki kubek z gorącym napojem i napił się trochę. Nie pamiętał, kiedy ostatnio pił herbatę. Od dłuższego czasu żył na samej wodzie i odpowiadało mu to. Kątem oka spojrzał na leżące obok tabletki.
- Przeciwbólowe?
- Ale co? - spytał Harry, wyrywając się z zamyślenia.
- Te tabletki.
- Tak, tata mówił, że powinny trochę uśmierzyć ból, ale i tak musisz pojechać do szpitala, żeby zrobili ci prześwietlenie i takie tam…
- Rozumiem.
Louis wziął do ręki tabletki i połknął je, popijając herbatą. Nie chciał iść do szpitala. Bał się, że tam zobaczą jego blizny i każą mu jeść, a on nie chciał jeść. Dobrze wiedział, że będzie musiał się z tego jakoś wykręcić, tylko jak?
- Harry?
- Tak? - Zielonooki spojrzał na szatyna.
- Opowiedz mi o sobie.
- A co chcesz wiedzieć?
- Nie wiem.
- Okej, jestem Harry, ale to już wiesz. Mam 17 lat. Nie mam rodzeństwa. Mój tata jest lekarzem, a mama prowadzi restaurację. Chodzę do szkoły niedaleko stąd. Lubię gotować. Nie wiem co chcę robić w przyszłości. Mam dziewczynę - Ellę…
- To ta blondynka, z którą spacerowałeś po mieście?
- Tak, ona jest…
- Kochasz ją? - Louis po raz kolejny przerwał młodszemu chłopakowi.
- Nie wiem… Nigdy się nad tym nie zastanawiałem, nie miałem potrzeby. Ona jest pomocna, troskliwa, ma poczucie humoru, czasem była wkurzająca. Ale czy ją kocham? Nie, nie wiem. Co prawda spotykam się z nią trzy lata, ale jak na razie nie mógłbym jej tego powiedzieć, bo przecież "kocham cię" nie mówi się byle komu. Te słowa wiele znaczą i powinny być skierowane do wyjątkowej osoby. Niestety ostatnio ludzie używają ich dość często i bez zastanowienia, dlatego tracą na wartości.
Louis uważnie przysługiwał się słowom siedemnastolatka. Wiedział, że jest mądry i ma dobrze poukładane w głowie. Nie zachowywał się jak rozpuszczony bachor, jak większość nastoletnich jedynaków z bogatymi rodzicami.
Rozmawiali, poruszając jeszcze przeróżne tematy. Harry na razie nie wypytywał Louisa o jego blizny, rodzinę i przeszłość, ponieważ wiedział, że nie będą to dla niego łatwe tematy, wolał poczekać aż poczuje się lepiej. Mogliby rozmawiać cały dzień, ale Harry niestety musiał iść do szkoły.
- Louis, ja wychodzę. Obiecaj mi, że nie zwiejesz do mojego powrotu.
- Nie masz się czym martwić. Do zobaczenia.
Harry już miał wyjść z pokoju, ale w ostatniej chwili odwrócił się, podszedł do szatyna, pocałował go w policzek i wybiegł z domu, zostawiając Louisa w nie małym osłupieniu.
- W mnie w domu… - mówił cicho. Bał się spojrzeć na szatyna, więc utkwił wzrok w swoich palcach, którymi zaczął się bawić. - Znalazłem cię na chodniku… Byłeś cały zakrwawiony… A ja…
- Dziękuję - powiedział Louis, widząc jak niezręcznie czuje się zielonooki. Zawsze był dobrym obserwatorem. Bez problemu odczytywał uczucia i emocje innych. Być może, dlatego, że nigdy nie miał żadnych znajomych, stał na uboczu. Nawet jego rodzice, zanim jeszcze się go wyrzekli, nie interesowali się nim. Jednak Louis uważał, że nie potrzebuje uwagi innych. Takie, a nie inne sytuacje w jego życiu sprawiły, że bardzo szybko dorósł. Nigdy nie doświadczył troski i pomocy ze strony drugiego człowieka, dlatego postawa Harry'ego budziła w nim ogromną wdzięczność i szacunek.
- Jak się czujesz? - spytał młodszy, podnosząc wzrok.
- Nie za bardzo, ale przeżyję. Bywało gorzej - uśmiechnął się. - Hej Harry, nie stresuj się, wszystko okej?
- Ta… Chcesz coś do jedzenia albo picia?
- Nie, dzięki. Jak już to wodę.
- Zrobię herbatę - powiedział Harry, po czym szybko wyszedł z pokoju i skierował się do kuchni.
Gdy drzwi zostały przymknięte, Louis przymknął powieki. Czuł się okropnie. Wydawało mu się, że ból nigdy nie ustąpi. Próbował sobie przypomnieć, co stało się zanim został pobity, ale w głowie miał pustkę.
- Jestem - ogłosił Harry, wchodząc do pokoju z dwoma kubkami herbaty i spodeczkiem z kolorowymi tabletkami. - Mój tata jest lekarzem i kiedy byłeś nieprzytomny to opatrzył ci rany i cię przebadał.
- Jeszcze raz dziękuję. Wiesz, że nie musisz tego dla mnie robić?
- Ale chcę, zależy mi - oznajmił, zanim zdążył ugryźć się w język. - Sorry, to głupie… Nie powinienem…
- Nie, dlaczego? To miłe - uśmiechnął się.
- W ogóle cię nie znam, ty mnie też - spuścił wzrok.
- Racja…
Louis wziął go ręki kubek z gorącym napojem i napił się trochę. Nie pamiętał, kiedy ostatnio pił herbatę. Od dłuższego czasu żył na samej wodzie i odpowiadało mu to. Kątem oka spojrzał na leżące obok tabletki.
- Przeciwbólowe?
- Ale co? - spytał Harry, wyrywając się z zamyślenia.
- Te tabletki.
- Tak, tata mówił, że powinny trochę uśmierzyć ból, ale i tak musisz pojechać do szpitala, żeby zrobili ci prześwietlenie i takie tam…
- Rozumiem.
Louis wziął do ręki tabletki i połknął je, popijając herbatą. Nie chciał iść do szpitala. Bał się, że tam zobaczą jego blizny i każą mu jeść, a on nie chciał jeść. Dobrze wiedział, że będzie musiał się z tego jakoś wykręcić, tylko jak?
- Harry?
- Tak? - Zielonooki spojrzał na szatyna.
- Opowiedz mi o sobie.
- A co chcesz wiedzieć?
- Nie wiem.
- Okej, jestem Harry, ale to już wiesz. Mam 17 lat. Nie mam rodzeństwa. Mój tata jest lekarzem, a mama prowadzi restaurację. Chodzę do szkoły niedaleko stąd. Lubię gotować. Nie wiem co chcę robić w przyszłości. Mam dziewczynę - Ellę…
- To ta blondynka, z którą spacerowałeś po mieście?
- Tak, ona jest…
- Kochasz ją? - Louis po raz kolejny przerwał młodszemu chłopakowi.
- Nie wiem… Nigdy się nad tym nie zastanawiałem, nie miałem potrzeby. Ona jest pomocna, troskliwa, ma poczucie humoru, czasem była wkurzająca. Ale czy ją kocham? Nie, nie wiem. Co prawda spotykam się z nią trzy lata, ale jak na razie nie mógłbym jej tego powiedzieć, bo przecież "kocham cię" nie mówi się byle komu. Te słowa wiele znaczą i powinny być skierowane do wyjątkowej osoby. Niestety ostatnio ludzie używają ich dość często i bez zastanowienia, dlatego tracą na wartości.
Louis uważnie przysługiwał się słowom siedemnastolatka. Wiedział, że jest mądry i ma dobrze poukładane w głowie. Nie zachowywał się jak rozpuszczony bachor, jak większość nastoletnich jedynaków z bogatymi rodzicami.
Rozmawiali, poruszając jeszcze przeróżne tematy. Harry na razie nie wypytywał Louisa o jego blizny, rodzinę i przeszłość, ponieważ wiedział, że nie będą to dla niego łatwe tematy, wolał poczekać aż poczuje się lepiej. Mogliby rozmawiać cały dzień, ale Harry niestety musiał iść do szkoły.
- Louis, ja wychodzę. Obiecaj mi, że nie zwiejesz do mojego powrotu.
- Nie masz się czym martwić. Do zobaczenia.
Harry już miał wyjść z pokoju, ale w ostatniej chwili odwrócił się, podszedł do szatyna, pocałował go w policzek i wybiegł z domu, zostawiając Louisa w nie małym osłupieniu.
Drogi
pamiętniku!
To,
co się wydarzyło było szalone. Kiedy się obudziłem, byłem w domu Harry'ego, a
on sam leżał obok mnie trzymając moją dłoń. Okazało się, że zostałem nieźle
pobity, jak na razie nie pamiętam przez kogo. Na początku rozmowa nie kleiła
się zbytnio, ale później było coraz lepiej. Poczułem w Harrym bratnią duszę. Po
raz pierwszy w życiu! Później niestety musiał iść do szkoły, ale zanim to
zrobił, stało się coś jeszcze bardziej szalonego i coś, czego nigdy bym się po
nim mnie spodziewał, zwłaszcza, że ma dziewczynę, on podszedł do mnie, pocałował
mnie w policzek i wybiegł. Cały czas zastanawiam się czemu to zrobił. Mam
nadzieję, że szybko poznam odpowiedz…
______________________________________________________________
Hej, hej! No i mamy kolejny rozdział. Mam nadzieję, że Wam się podoba. Wyszedł mi zupełnie inaczej niż planowałam, ale chyba może być. Jest mi trochę smutno, bo na chwilę obecną informuję 17 osób, a komentują 3. Oczywiście doceniam osoby, które piszą do mnie na tweeterze. Dziękuję wszystkim, którzy komentują, ponieważ to naprawdę wiele dla mnie znaczy. Lubię poznawać Wasze opinie na temat rozdziałów. Mam nadzieję, że tym razem również napiszecie mi co myślicie.
Do następnego xx
rozdzial jest taki hajshshq wspanialy, moj komentarz jako pierwszy hahah cudowny rozdzial weny zycze
OdpowiedzUsuń@luvmyl0u
Hej hej :) przepraszam, że nie skomentowałam poprzedniego, ale miałam słabo z czasem. Poza tym nie przeczytałam go bo kompletnie straciłam wątek :( potem już zapomniałam. Teraz przeczytałam od początku i awwwwh :) te dwa ostatnie rozdziały są cudowne c: bardzo mi się podobają. Przypomniałam sobie, że to jest to takie urocze opowiadanie, które od samego początku tak mi się spodobało
OdpowiedzUsuń@girl_lovesdraco
Rozdział jest naprawdę niesamowit. Harry i Lou to takie słodziaki,jestem bardzo ciekawa oczywiście czy Lou ma jakieś tajemnic,które kryje w sobie przed Harrym,ale tego się wszystkiego później pewnie dowiem. Tak więc rozdział był naprawdę fajny no i oczywiście czekam na następny :)
OdpowiedzUsuńWow...piękny rozdział...ja nawet nie wiem co mam pisać w komentarzu jak rozdział jest taki cudowny i tak btw to miłego lotu do londynu i miłej zabawy już tęsknie i mam nadzieje na jeszcze jakieś spotkanie z tobą i dziewczynami
OdpowiedzUsuńxx
@BlueeeLou