Usłyszawszy
dzwonek do drzwi, Harry niechętnie podniósł się z krzesła i ruszył w kierunku
drzwi. Wychodząc, jeszcze raz spojrzał na leżącego na łóżku chłopaka.
Klatka piersiowa szatyna
powoli podnosiła się i opadała. Niebieskie oczy, z których dało się wyczytać
emocje, pozostawały zamknięte. Mały nos i wąskie usta idealnie pasowały do
kości policzkowych. Na czoło chłopaka
opadała długa brązowa grzywka. Delikatny zarost dodawał całej twarzy uroku,
któremu Harry nie mógł się oprzeć. Na pierwszy rzut oka było widać, że Louis
ważył zdecydowanie za mało niż powinien. Zdradzały go wystające kości. W
dodatku był nienaturalnie blady.
Harry patrzył na niego jak zahipnotyzowany, dopóki dzwonek nie zadzwonił po raz kolejny. Z trudem udało mu się oderwać wzrok od szatyna. Wychodząc, zamknął za sobą drzwi do pokoju i pobiegł na dół, żeby zobaczyć kto tak bardzo pragnie go zobaczyć o godzinie siódmej wieczorem. Na ganku stała Ella z materiałową torbą w ręku.
- Hej - uśmiechnęła się. - Właśnie jadę na trening tenisa i pomyślałam, że po drodze podrzucę ci skserowane materiały, które dzisiaj przerabialiśmy po tym, gdy wyszedłeś. A tak właściwie to dlaczego wyszedłeś?
- Dzięki, jesteś wspaniała -wziął od dziewczyny torbę. - Byłem zmęczony i rozkojarzony.
- Rozumiem. Dobra muszę iść, bo się spóźnię. Pa.
- Pa - cmoknął blondynkę w usta, a ta pobiegła do czekającego na nią samochodu.
Zanim Harry poszedł z powrotem na górę zrobił sobie herbatę. Z karteczki, którą zostawili mu rodzice wiedział, że tego dnia wrócą później, bo zostali zaproszeni na kolację do znajomych. Już jakiś czas temu wysłał im SMS-a z informacją o Lou, którego przedstawił jako "kolegę ze szkoły".
Po uprzednim zostawieniu, a właściwie rzuceniu materiałów od Elli na łóżko, zielonooki ponownie wylądował na krześle obok szatyna. Wpatrywał się w niego, dokładnie skanując każdą najmniejszą część jego ciała, oczywiście na tyle, na ile pozwalała mu kołdra, którą kilka godzin wcześniej przykrył Louisa. Harry nie wiedząc, co nim kieruje, delikatnie przejechał palcami po policzku i dłoni grajka, którą chwilę później zamknął w swojej.
Harry patrzył na niego jak zahipnotyzowany, dopóki dzwonek nie zadzwonił po raz kolejny. Z trudem udało mu się oderwać wzrok od szatyna. Wychodząc, zamknął za sobą drzwi do pokoju i pobiegł na dół, żeby zobaczyć kto tak bardzo pragnie go zobaczyć o godzinie siódmej wieczorem. Na ganku stała Ella z materiałową torbą w ręku.
- Hej - uśmiechnęła się. - Właśnie jadę na trening tenisa i pomyślałam, że po drodze podrzucę ci skserowane materiały, które dzisiaj przerabialiśmy po tym, gdy wyszedłeś. A tak właściwie to dlaczego wyszedłeś?
- Dzięki, jesteś wspaniała -wziął od dziewczyny torbę. - Byłem zmęczony i rozkojarzony.
- Rozumiem. Dobra muszę iść, bo się spóźnię. Pa.
- Pa - cmoknął blondynkę w usta, a ta pobiegła do czekającego na nią samochodu.
Zanim Harry poszedł z powrotem na górę zrobił sobie herbatę. Z karteczki, którą zostawili mu rodzice wiedział, że tego dnia wrócą później, bo zostali zaproszeni na kolację do znajomych. Już jakiś czas temu wysłał im SMS-a z informacją o Lou, którego przedstawił jako "kolegę ze szkoły".
Po uprzednim zostawieniu, a właściwie rzuceniu materiałów od Elli na łóżko, zielonooki ponownie wylądował na krześle obok szatyna. Wpatrywał się w niego, dokładnie skanując każdą najmniejszą część jego ciała, oczywiście na tyle, na ile pozwalała mu kołdra, którą kilka godzin wcześniej przykrył Louisa. Harry nie wiedząc, co nim kieruje, delikatnie przejechał palcami po policzku i dłoni grajka, którą chwilę później zamknął w swojej.
Drogi
pamiętniku!
Nie
wiem co się ze mną dzieje. Siedząc i patrząc na leżącego obok nie chłopaka,
czuję coś… Sam nie wiem. Kiedy po przyniesieniu go do domu, próbowałem go
opatrzyć… To, co zobaczyłem… Wystające kości, rany po samookaleczaniu… To wygląda
strasznie. Nie wiem, czy to czysta troska o drugiego człowieka, czy coś innego,
ale postanowiłem, że muszę mu pomóc… Widać, że potrzebuje pomocy… Sam na pewno
sobie z tym wszystkim nie poradzi, a osobą, która mu pomoże i go uleczy będę ja…
To muszę być ja…
Louis
powoli otworzył oczy. Zamrugał kilka razy, aby przyzwyczaić się do światła
słonecznego, wpadającego przez okno. Próbował usiąść, ale ból w klatce
piersiowej skutecznie mu przeszkodził. Rozejrzał się po pokoju na tyle, ile
pozwalała mu jego pozycja. Białe ściany i jasnobrązowe meble nie były czymś
niezwykłym. Chłopak próbował przypomnieć sobie wydarzenia z dnia poprzedniego,
ale jego pamięć urywała się na wyjściu z domu. Nie wiedział, gdzie się znajduje
i jak to się stało, że jest właśnie tu, a nie gdzieś indziej. Chciał podnieść
rękę, żeby pozbyć się kosmyków włosów z czoła, ale coś ciężkiego mu to
uniemożliwiło. Dopiero w tym momencie zauważył, że coś, a właściwie ktoś leży
obok, ściskając jego dłoń. Od razu poznał te bujne, brązowe loki.
- Ha-Harry?
- Louis.
W tym momencie zielone tęczówki spotkały się z niebieskimi.
- Ha-Harry?
- Louis.
W tym momencie zielone tęczówki spotkały się z niebieskimi.
__________________________________________________________
Hej!
Przepraszam za tak długą nieobecność. Zawaliłam. Ten rozdział powinien być napisany już dawno, ale jestem strasznym leniem i jeśli ktoś nie kopnie mnie porządnie w dupę to nic nie zrobię. W dodatku wzięłam sobie w te wakacje na głowę kilka rzeczy i już nie mogę się z tego wykręcić.
Mam nadzieję, że ten krótki rozdział w pewnym stopniu wynagrodzi Wam czekanie.
Napiszcie mi co myślicie :)
Do następnego xx
na samym koncu jest blad. powinno byc chyba ZIELONE Z NIEBIESKIMI haha ale ok. czekam na nastepny @yammouni96
OdpowiedzUsuńWow...ten rozdział jest naprawde świetny.
OdpowiedzUsuńŻycze ci weny na następne rozdziały a gdy będe bliżej to wedle życzenia kopne cie w tą dupe ;)
@BlueeeLou
xx
bardzo fajne :)
OdpowiedzUsuńCzekam na nast. :)
@hugwithcalum x
nie wiem co napisac wiec tylko to: wspanialy rozdzial
OdpowiedzUsuń@luvmyl0u